Zakładki:
Ulubione
Tagi
RSS
niedziela, 22 stycznia 2012

... zapewne zostanie.

Dla jego przeciwników będzie znakiem triumfu instytucjonalnego Kościoła nad demokracją. Dla zwolenników jego obecności - przypomnieniem wspólnych korzeni, a może znakiem, że  stanowiący prawo nie są Bogiem, i powinni się powściągać w swojej chęci przebudowy świata? 

Nikomu z posłów na pewno nie będzie przeszkadzał w mieszaniu oponentów z błotem i wyczynianiu innych gorszących brewerii.

Co bym chciał: Żeby do Sejmu wprosił się Abp. Józef Michalik. I żeby zabrał ze sobą umyślnego z drabiną (zgłaszam się na ochotnika). I żeby z szacunkiem i miłością zabrał krzyż ze sobą, w jakieś wybrane, godne miejsce.

Dlaczego:

1.  Krzyż w Sejmie po ludzku patrząc, nie posłuży nikomu do nawrócenia. A świetnie służy ostatnio przeciwnym celom.

2. Zwolennicy jego obecności w Sejmie mówią, że "nie jest wyłącznie symbolem wiary, ale jest również symbolem cywilizacyjnym." (To akurat cytat z Mariusza Błaszczaka.) Widzę w tej postawie instrumentalne traktowanie zbawczej męki Pana Jezusa. "Tak, Krzyż jest narzędziem zbawienia, ale nam tu dodatkowo posłuży jako filar społecznego ładu." Takie podejście to obraza Ofiary, jaka się na Krzyżu dokonała. Dla nas śmierć Jezusa była bezprecedensowym aktem w dziejach. On nie jest królem z tego świata. Sojusznikiem jednych polityków przeciw innym, ewentualnie spoiwem państwa czy narodu. Używanie Go w tej roli zaciemnia  przekaz Ewangelii.

3. Abp. Michalik jest jedyną osobą, która może krzyż zabrać. Nie narazi się na zarzut sprzyjania środowiskom liberalnym. Ani na zarzut, że nie ma do tego aktu odpowiedniej legitymacji. W jego dłoniach ten gest będzie czysty i czytelny - ustępujemy, bo Nasz Pan uczył nas ustępować. Nadal chcemy nakłaniać do Niego wszystkich ludzi - ale nie chcemy w tym dziele pomocy Sejmu, bo taka pomoc zawsze będzie niedźwiedzią przysługą.    

4. Z nieco mniejszego 'c': krzyż w Sejmie dostarcza paliwa Ruchowi Palikota i SLD. Takie piękne, zaskakujące ustępstwo wytrąci im oręż z ręki, i zmusi, żeby zajęli się czymś pożytecznym. A jakie będą mieli miny!

 

 

Księże Biskupie - proszę mnie wzywać o dowolnej porze. Drabinę mam.  

 

20:22, sebastian_729
Link
niedziela, 01 stycznia 2012

... jak rzekł żołnierz radziecki, zdejmując zegar z wieży.

W różnych sytuacjach można w Kościele usłyszeć narzekanie na obecne ciężkie czasy - padają zwykle słowa o laicyzacji, odciąganiu ludzi od Boga, bezbożnej propagandzie i wiele innych.

Kościół cieszy się w Polsce wolnością. Każdy, kto ma na to ochotę, może znaleźć Jego przesłanie w prasie, radiu i telewizji. Większość hierarchów i kapłanów jest w jawnej opozycji wobec władzy, co obecnie nie grozi żadnymi prześladowaniami. Na czym polegają więc ciężkie czasy?

Wolnością cieszą się też inni - od Ateistów do Zaratusztrian. Przez to przesłanie Jezusa ginie teraz w chórze innych idei. Stawia to przed chrześcijanami nowe wymagania. Ale też sprawia, że nasze życiowe wybory są ważne.

W narzekaniu na obecne czasy widzę tęsknotę za monopolem z czasów średniowiecza.

22:17, sebastian_729
Link
czwartek, 29 grudnia 2011

Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami. (Mk 9,40)

Kto nie jest ze mną, jest przeciwko mnie. (Mt 12,30)

Czy te dwie wypowiedzi Jezusa stoją w sprzeczności?

Z punktu widzenia logiki oba zdania mówią dokładnie to samo - że nie ma ludzi „trzeciego rodzaju.” Rozumiem to tak, że każdy musi opowiedzieć się po jednej ze stron – nie można pozostać neutralnym.

Jednak słysząc pierwsze zdanie wyobrażam sobie Kościół, który szeroko otwiera się na wszystkich ludzi dobrej woli. I umie abstrahować od różnic w imię wspólnego dobra.

Drugie zdanie przeciwnie, każe zewrzeć szeregi i patrzeć nieufnie na tych „nie naszych.” Jak napisał tutaj: http://janturnau.blox.pl/2011/03/Kto-jest-z-Nim.html Jan Turnau, długie wieki słowa te zapalały stosy.

Mam wrażenie, że te dwie przeciwstawne tendencje są głównym źródłem napięć w Kościele.

Tagi: kościół
22:20, sebastian_729
Link
środa, 28 grudnia 2011

Na początek cytat:

Wreszcie każdy jakoś dobrnął do końca i dostał w nagrodę małą niebieską karteczkę z cytatem z Pisma Świętego. Była to zapłata za wygłoszenie dwóch wersetów. Dziesięć niebieskich kartek stanowiło równowartość jednej czerwonej i mogły być na nią wymienione; dziesięć czerwonych równało się jednej żółtej; za dziesięć żółtych dyrektor dawał skromnie oprawioną Biblię.

i od razu drugi:

- Słuchaj, Bill, masz żółtą karteczkę? - Tak. - Co chcesz za nią? - A co dasz? - Miętówkę i haczyk do wędki.

 

Chcę napisać o obłędzie zaświadczeń, karteczek od księdza i tym podobnych.

Z całą tą biurokracją katolik zderza się już od dzieciństwa: w sąsiedniej parafii po mszy dla dzieci ministrant rozdaje obrazki - zaświadczenia. Należy je przedłożyć pani katechetce. A dalej jest tylko lepiej - specjalne druczki do zbierania dziewięciu "pierwszych piątków," karteczki od spowiedzi dla narzeczonych, świadków, rodziców chrzestnych itd.

Wiernych jest oczywiście wielu, i ksiądz nie może wszystkich znać. W dodatku np. rodzice chrzestni mogą być z odległej parafii. Do sakramentu przystępują często osoby przypadkowe, nietraktujące sprawy poważnie. System karteluszków jest zapewne reakcją na to rozprzężenie.

Ale jest to lekarstwo gorsze od choroby. Sprowadza żywą relację z żywym Bogiem do poziomu biurokratycznej lipy. Jeżeli nie możemy sobie wzajemnie zaufać wewnątrz Kościoła, to co z nas za wspólnota.

Istnieje przypuszczenie, graniczące z pewnością, że część ludzi przystąpi do sakramentów nieszczerze, motywowana zwyczajem, społecznym naciskiem albo nawet chęcią wygłupu. Karteczki od spowiedzi tego ryzyka nie wyeliminują. Za to skutecznie zabiją motywację wiernych do spotkania z Bogiem. (Jak wiadomo z pedagogiki, dostarczenie sztucznej motywacji zabija pierwotną.)

Tagi: kościół
01:28, sebastian_729
Link
wtorek, 27 grudnia 2011

Wczoraj na kazaniu usłyszałem kolejny raz określenie "wrogowie Kościoła". I kolejny raz się zjeżyłem. Jak mamy myśleć o tych, którzy są poza Kościołem, są Mu może niechętni, albo się Go boją? 

Perspektywa, w której jesteśmy otoczeni przez "wrogów" jest nieewangeliczna. Nie można wymyślać komuś, kogo się chce pociągnąć do Jezusa. A przecież chcemy, tak?

Określanie ludzi niebędących w Kościele jako zbłąkanych owiec jest znacznie lepsze. Zakłada zaufanie i wyjście do nich z otwartą dłonią.

Jednak myślenie o kimś jako o owcy też niesie swoje ograniczenia. Sytuujemy się wówczas jakby wyżej niego, z naszym nimbem nieomylności. I nie bardzo chcemy go słuchać.

Zamiast słów "wrogowie Kościoła" wolałbym zatem "trudni partnerzy rozmowy, którym wiele zawdzięczamy."

    

 

 

Tagi: kościół
14:51, sebastian_729
Link

Nazywam się Sebastian Lindner.

Jestem matematykiem, pracuję na Uniwersytecie Łódzkim. Jestem też członkiem Kościoła Katolickiego. I, podobnie jak wielu moich braci w wierze, co jakiś czas rytualnie narzekam na praktyki mojej wspólnoty. Teraz spróbuję te narzekania i postulaty ubrać w zwartą formę i upublicznić.

Mam świadomość, że w wielu sprawach nie jestem oryginalny. Mądrzejsi ode mnie formułowali podobne myśli, z pewnością lepiej i lepszym językiem. Na moją obronę mam tylko generalny zamiar, żeby pisać krótko. To ma być rozbite na atomy wyznanie wiary w Kościół.

Modlę się do Ducha Świętego, i Was, Czytelnicy proszę o modlitwę.

 

 

Tagi: kościół
14:25, sebastian_729
Link